Images: kwiat5.pngImages: kwiat6.png 
PAMIĘTAJ !!!!!

 - po 2-4 godzinach zdjąć opatrunek i umyć letnią

wodą z mydłem szarym lub dziecięcym

- przemywać minimum 2 razy dziennie letnią wodą z mydłem

- po 24 godzinach (po każdym umyciu) smarować cienko

ALANTANEM PLUS , BEPANTHEN lub kremem NIVEA

- przez pierwsze 48 godzin zabronione jest spożywanie alkoholu

- przez okres 2 tygodni nie wolno odmaczać w wodzie, drapać,

korzystać z SAUNY , SOLARIUM , sło?ca , siłowni.

 

W razie wątpliwości zadzwo? !!!

Życzę powodzenia z Twoim nowym tatuażem.


Pieprzenie

   Chcesz zostać wielkim mistrzem tatuażu, uważasz, że twój talent i wiedza, jaką posiadasz pozwalają ci działać na tym "rynku"? Zaraz się przekonamy czy masz rację.
   Masz kolegę, który nauczył się dziargać w więzieniu. Zgodził się pokazać ci jak to się robi. Ten etap przerobiłem. Budowa maszyny: silnik od walkmana, Kawałek kątownika, długopis żelowy, struna od gitary oraz zasilacz kupiony na bazarze. Wersja de luxe: Kątownik, gniazdo montażowe jack mono, drut od parasolki, kawałek rurki metalowej oraz igły ze sprężynek od zapalniczki (patent znany z opowieści). Praca czymś takim wymaga nielada odwagi. Tatuowany, jeżeli przeżyje zabieg będzie cię ścigał za blizny, jakie pozostawisz, jeżeli źle naostrzyłeś igły (powiedzmy, że tak to możemy zdefiniować). Takie "igły" (jeśli mamy w ogóle liczbę mnogą) Nie dają się sterylizować, ich średnica to minimum 0,5 mm, są kruche przez co ich kawałki zostają pod skórą i najzwyczajniej rdzewieją. Długopis kupiony na rynku lub w papierniczym to zawsze made in China. Jak się nie ma środka do odkażania (chociażby Lysoformina lub Aldewir) tego to nawet w drodze wyjątku nie ma o czym mówić. A jak pracownik skręcający te długopisy ma obsrane łapy i czerwonkę? Na dodatek nie specjalnie znaną w Polsce? I jeszcze jedno: przy wysokich obrotach zachodzi tarcie. Zwiększa to ryzyko przedostania się opiłków plastiku pod skórę (sic!). Drut od parasolki raczej zardzewieje a tlenek żelaza też nie służy świeżej ranie. To była maszyna rzemiosła ludowego. Na koniec jeszcze kolka. Patyczek do uszu bez waty z zatkniętą wewnątrz igłą. Dobry patent w więzieniu, gdzie mogą sobie na to pozwolić. Bo niby gdzie im spieszy? Praca tym narzędziem daje na ogół nierówny kontur. Dzieje się tak, ponieważ jedno nakłucie jest głębsze, drugie płytsze. Zarówno w wypadku opisywanych maszyn jak i kolki widziałem piękne prace i nigdy bym nie uwierzył, że są robione w ten sposób. Sami oce?cie czy to tradycjonaliści czy idioci?
   Farby. Rotring, Pelikan, czeskie tusze i na samym ko?cu "czarna perła", to wszystko tusze kreślarskie a nie barwniki do tatuażu. Można nimi uzyskać piękne kolory, lecz pod znakiem zapytania stoi ich trwałość. Kolory szybko wypadną i na dodatek pod wpływem promieni UV występuje ryzyko wystąpienia raka skóry. Nie takie jest przeznaczenie tych tuszy, nie tatuaż. Podsumowując: masz sprzęt, farbę jakąś się wymyśli, wiesz w teorii, co i jak. Teraz wybierasz mało widoczny fragment ciała lub (o zgrozo!) szukasz pierwszej ofiary. I nagle okazuje się, że na dobrą sprawę nie wiesz nic. A to barwnik nie wchodzi pod skórę tak jak powinien, zastanawiasz się czy go dobrze rozcięczyłeś, a to krwawienie jest za duże itp., itd. Do wszystkiego dochodzi się z czasem. Popsujecie sobie ładny kawałek ciała zanim powstanie prawdziwy tatuaż. Jeżeli nie masz kasy to są inne alternatywne źródła dochodu (iść wreszcie do zatrudniaka i jak ma się plecy i magistra to się będzie doły kopać, zbieranie puszek....). Chyba, że masz dość determinacji, aby móc być najlepszym w tym fachu. Zbieraj kasę na porządną maszynę i niech cię nie kusi tzw. okazja. Coś jest albo tanie albo dobre. Zbieraj informacje i szukaj człowieka, który cię będzie uczył, ale nie za grube pieniądze na debilnych kursach. Potrzebujesz tatuażysty, który poświęci Tobie co najmniej miesiąc. Wszystkiego będziecie uczyli się aż do skutku. Nie załamujcie się, jeśli przez tydzie? będziecie do znudzenia lutować igły, potem jest już tylko trudniej. Stworzenie sobie możliwości do pracy to podstawowy warunek, aby stać się artystą. No dobrze, załóżmy, że masz profesjonalną maszynę z pełnym osprzętem i sko?czone kursy. Masz w głowie nadmiar informacji, ale masz ten wspaniały kawałek papieru, który cię tyle kosztował (przeciętny koszt takiego kursu to 800 zł) i pozwala ci on działać legalnie. Otwierasz własny salon. Czujesz, że możesz odnieść sukces komercyjny, ponieważ jesteś młody, zdolny, inwestujesz w reklamę i zatrudniasz dzieciaka do rozdawania ulotek oraz zakładasz stronę internetową. Ale klientów nie masz. Dlaczego? Jak już wspomniałem 2 salony w jednym mieście to pół biedy? Dwóch zawsze się jakoś dogada. A co począć w takiej np. Łodzi, gdzie działa ponad 10 salonów? W samym centrum ma się rozumieć. Nikt cię nie zna a co za tym idzie w tym biznesie nie szanuje. Co chwila ten cholerny sanepid oraz wszelkie możliwe kontrole. Tak to wygląda. Na chwilę obecną nowe studio to w łodzi całkowite nieporozumienie. Trzeba ten owczy pęd przeczekać. Te studia zaduszą się i upadną z powodu braku przestrzeni. Takiego natłoku nikt nie wytrzyma. To jest ten czarny scenariusz. W wypadku pozytywnego zako?czenia ludzie będą walić do ciebie drzwiami i oknami, szybko uzyskasz renomę i uznanie i ble,ble,ble

Dante


Tatuaż z surówkami na wynos 100g 20 zł


   Cena tatuażu... Odkąd pamiętam, zawsze raz na jakiś czas trafiał się człowieczek, dla którego nie istotne było wykonanie tatuażu, jego jakość a czasem nawet wzór lecz cena. Ile wyściskanych i ciężko zarobionych pieniędzy będzie musiał oddać temu złodziejowi tatuażyście. Z marszu najważniejsze pytanie to ile będzie go ta zabawa kosztowała... Było to do zignorowania, taki żyjący dawca mózgu trafiał się nie za często i zwykle jeśli kwota przekraczała 100 zł to robił duże oczy i zawijał się znowu pod ten sam kamie?, spod którego właśnie wylazł... To czasem pozwalało na perfidne, podłe lecz jakże czasem przyjemne nabijanie się (ładnie to można określić jako zwalczanie głupoty, rzecz niemożliwa ale próbować można) z owego wytrysku intelektu. Czas mija i... Lipa straszna moi drodzy, za postępem i rozwojem tatuażu w Polsce nie idzie ubytek tego typu gryzoni! Jest nawet gorzej, jest ich coraz więcej.
   Nie odnoszę tego do własnego przykładu, to suma różnych opinii osób pracujących w tym zawodzie. Zanim przejdzie się do realnej rozmowy o wzorze czy nawet podstawowe kwestie odnośnie higieny itp. najpierw sakramentalne : „Ile kosztuje tatuaż?” albo „Ile bierzesz za tatuaż?” i tego typu pierdoły. Człowiek zaś jak mantrę powtarza, że to zależy od wzoru i ble ble ble... Nawet jeśli skierujemy rozmowę na inny temat to i tak jak bumerang wróci do nas uporczywe pytanie o koszta, trafi nas w szczękę i cała zabawa zaczyna się od początku. Klienci przestali szukać artysty lecz studia, takiego gdzie będzie najtaniej a i jeszcze radocha będzie większa jak przypadkiem tatuaż się uda. Wiadomo, nie każdy.
   Czy cena tatuażu jest taka wysoka? Czy cennik z jakim się spotykamy w salonie jest jak u pirata na giełdzie? Czy jeśli decydujemy się na coś, co ma na nas pozostać na trochę dłużej to nie warto za to zapłacić trochę więcej i mieć pewność, ze nie będzie trzeba jak dupy tego miejsca czasem zakrywać?! Jak praktyka pokazuje, niestety logika pewnych organizmów jest zupełnie inna. Jakby kupowali ziemniaki na bazarze, byle taniej.
   Tutaj znowu dokonuje się następny podział. Jedno stado będzie krążyć od salonu do salonu i pytać do znudzenia o jeden wzór. Wreszcie znajdzie jakieś „upragnione” studio i będzie szczęśliwe albo nie. Rozwiązanie na pozór słuszne, wolny rynek, jest wybór, można kombinować i szukać optymalnego rozwiązania. Oczywiście trzeba tutaj pominąć taki mało znaczący szczegół przy tatuażu jak talent jego twórcy. Z perspektywy takiego „byznesmena” zdolności i umiejętności tatuażysty są tak znaczące jak miesiączka pingwinów. 15% tego masowego tatuowania ko?czy się coverem. Nie jest to aż tak przerażający wynik.
   Kolejna grupa to niezdecydowane marudy...Wahają się pomiędzy marnym salonem a amatorem, który od roku bawi się w tatuaż (inaczej tego nazwać nie można). Estetyka i umiejętności oczywiście pomiędzy przepisami na pomidory w cieście czyli na samym dnie kosza. Tutaj procent poprawek jest wyższy zwykle choć nie jest to jeszcze trauma.
   I na sam koniec moi ulubie?cy, czyli organizmy tak skomplikowane jak pantofelek, dla których wystarczającym wysiłkiem intelektualnym jest regularne oddychanie. Taki stworek podrepcze radośnie do innego muppeta i zażyczy sobie tatuażu. Koszta na poziomie 60 zł, struna ostrzona na kamieniu i perełka bądź jakiś czeski tusz. Owy muppet ma za sobą aż trzy prace z czego dwie na sobie i pokazuje wesoło zdjęcia innych tatuażystów jako swoje.
   Blizny, alergia, płacz i lament... Poprawek mnóstwo. Jest jeszcze całkowicie z kosmosu kategoria stworze?, które uważają, że taki tatuaż jest świetny a inni się nie znają bo to powrót do korzeni tej sztuki. Chyba te korzenie dawno w gówno wrosły... cała ta sytuacja przypomina trochę Lotto, wielu gra ale wygrywa tylko parę osób.
   Zatem nie lepiej zaoszczędzić kilka złotówek i od razu zrobić tatuaż u kogoś, kto ma o tym pojęcie? Przecież cover-up jest zawsze droższy niż praca na czystej skórze. Do tego jest zawsze obciążony ograniczeniem, nie wszystko można zakryć bądź przerobić tak jak byśmy chcieli. Zapewnienie warunków do sterylnej pracy kosztuje, igły, farby etc. też. Do tego dochodzi nakład pracy artysty, który nie jest taki mały jak się czasem wydaje. Jest też kwestia wliczenia w cenę osobistych zachcianek właściciela salonu...Czasem nieświadomie kupujemy mu np. zestaw kina domowego, zawyżył celowo cenę bo akurat zbiera na takie a nie chce mu się rozbijać innej puli pieniędzy. To jest niesmaczne, ale co zrobić, nie ma rady na sumienie takiego pajaca.
   Tatuaż musi kosztować swoje. Czasem nawet warto przepłacić za niego i mieć jednak pewność, że zostanie wykonany przez fachowca a nie imitację artysty. Jeśli kwota jest bardzo niska, może to oznaczać, iż tatuazysta nie ma bladego pojęcia co ile kosztuje, nigdy nie zamawiał nic przeznaczonego do tatuażu więc kwota jakiej się domaga jest tylko jego wymysłem. Piszę o tym, bowiem jest część zainteresowanych tatuażem, która nie ma bladego pojęcia o kwestiach technicznych związanych z wykonaniem tattoo i nie chce mieć. Ich wola i trzeba ją uszanować. Jednak to zwiększa w ich przypadku ryzyko oszustwa, tym razem ignorancja może stać się realnym zbawieniem...
   Znowu trzeba się zmusić do okrutnego i nieludzkiego wysiłku...myślenia. Czasem warto na zimno przeliczyć co się bardziej opłaca, raz a dobrze, czy tatuaż z odzysku.

Dante

Tekst zaczerpnięty ze strony www.tattoo.xx.pl wg DANTE

created by Mediator 68,185 Unikalnych wizyt